10 września 2025 roku polskie wojsko zestrzeliło drony, które wtargnęły w przestrzeń powietrzną naszego kraju. Incydent określono mianem „aktu agresji”, a premier Donald Tusk zwołał nadzwyczajne posiedzenie rządu. Czy to kolejny krok w eskalacji konfliktu, czy raczej polityczna prowokacja?
Zestrzelenie dronów i reakcja władz
Polska armia potwierdziła, że systemy radarowe śledziły ponad dziesięć obiektów naruszających granicę. Te, które stwarzały realne zagrożenie, zostały zneutralizowane. Równocześnie rozpoczęto poszukiwania szczątków, mogących spaść na tereny województw podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego. Władze wezwały mieszkańców do pozostania w domach – dla wielu osób było to przypomnienie sytuacji z 2023 roku, kiedy w Przewodowie spadła ukraińska rakieta.
Skutki dla bezpieczeństwa i transportu
Na warszawskim lotnisku Chopina tymczasowo wstrzymano operacje, co spowodowało opóźnienia w ruchu lotniczym. Choć loty szybko wznowiono, incydent pokazał, jak niewielki epizod może sparaliżować komunikację w centrum Europy. Zdaniem analityków to kolejny dowód na to, że Polska znalazła się na pierwszej linii potencjalnego konfliktu.
Międzynarodowe reakcje
Premier Donald Tusk pozostaje w stałym kontakcie z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte. Sprawa trafiła też na biurka amerykańskich polityków – senator Dick Durbin uznał naruszenia za test determinacji Sojuszu, a kongresmen Joe Wilson określił je wręcz mianem „aktu wojny”. Prezydent USA Donald Trump, który ostatnio sygnalizował twardsze stanowisko wobec Rosji, rozmawiał z UE o możliwych sankcjach.
Wątpliwości i kontrowersje
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha ostrzegł, że rosyjski prezydent Władimir Putin testuje Zachód. Jednak nie brak głosów sceptycznych – część komentatorów wskazuje na podobieństwo do sprawy z Przewodowa. Wówczas początkowo twierdzono, że winna była Rosja, choć później potwierdzono, że rakieta należała do Ukrainy.
Czy i tym razem opinia publiczna nie otrzymuje pełnego obrazu? W sieci krąży nagranie Polsat News, które pokazuje jedynie wybite okna i kawałki szkła – zbyt małe zniszczenia jak na drony bojowe, które przypominają rozmiarami niewielkie samoloty.
Co dalej?
Polska ogłosiła, że od 12 września zamknie granicę z Białorusią w związku z rosyjskimi ćwiczeniami „Zapad”. NATO, choć jeszcze nie wydało oficjalnego stanowiska, z pewnością analizuje incydent. Mieszkańcy regionów przygranicznych pytają, czy to początek nowej fazy wojny, czy raczej element politycznej gry.
Podsumowując, incydent z 10 września pokazuje, jak kruche jest bezpieczeństwo Polski w obliczu rosyjskiej agresji i równocześnie jak łatwo można wzbudzić wątpliwości co do prawdziwego przebiegu wydarzeń. Czy mieliśmy do czynienia z realnym zagrożeniem, czy raczej z kolejną informacyjną prowokacją? Odpowiedź na to pytanie wciąż pozostaje otwarta.