Sektor handlowy w Polsce staje pod coraz większą presją. System kaucyjny, ROP i nowe wymogi energetyczne generują koszty liczone w miliardach złotych. Eksperci mówią wprost: rząd dociśnie handel, a konsekwencje tej polityki poniesie konsument.
System kaucyjny – pierwszy cios dla handlu
Od 1 października 2024 roku ruszył w Polsce długo zapowiadany system kaucyjny. Obejmuje on m.in. butelki plastikowe i szklane oraz puszki po napojach. Choć rozwiązanie ma charakter proekologiczny, handel odczuwa jego skutki bardzo boleśnie.
Z danych cytowanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że koszt wdrożenia systemu kaucyjnego w samym tylko sektorze detalicznym może sięgnąć nawet 2 miliardów złotych. Sklepy musiały zainwestować w nowe urządzenia do odbioru opakowań, systemy ewidencyjne i dodatkową logistykę zwrotów.
Małe sklepy, które nie mają miejsca na automatyczne butelkomaty, muszą prowadzić przyjmowanie opakowań ręcznie – co oznacza dodatkową pracę, magazynowanie i koszty obsługi. A to dopiero początek.
Rząd dociśnie handel jeszcze mocniej – czas na ROP
Już w kolejce czeka rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP). To unijna dyrektywa, którą rząd musi wdrożyć, ale – jak alarmują eksperci – sposób, w jaki to robi, może doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen.
Szacuje się, że wprowadzenie ROP przyniesie budżetowi około 5 miliardów złotych. Problem w tym, że nie są to „darmowe pieniądze” – zapłacą za nie firmy, a w efekcie my, konsumenci. Producenci i detaliści będą musieli finansować recykling opakowań i spełniać restrykcyjne normy ekologiczne.
Prof. Konrad Raczkowski z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego ostrzega, że „konsument traci podwójnie – przez wyższe ceny i spadek realnych dochodów”.
Rewolucja na parkingach i nowe obowiązki
Od początku roku handel musi też sprostać kolejnemu wyzwaniu – instalacji ładowarek do samochodów elektrycznych. Obowiązek dotyczy wszystkich parkingów z ponad 21 miejscami postojowymi.
Choć brzmi ekologicznie, dla wielu sieci i centrów handlowych oznacza to kosztowną inwestycję w infrastrukturę elektryczną. A to dopiero etap przejściowy – bo od 2027 roku wejdą jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy.
Nowe prawo wymusi, by jedno miejsce ładowania przypadało na każde 10 miejsc parkingowych, a w połowie pozostałych trzeba będzie poprowadzić instalacje przygotowawcze. Dla galerii i dużych sklepów to miliony złotych wydatków, które z pewnością przełożą się na wyższe ceny towarów.
Alkohol pod lupą rządu
Kolejny cios ma nadejść w kierunku rynku alkoholowego. Rząd planuje zakaz reklamy alkoholu w punktach sprzedaży oraz obowiązek wydzielenia osobnych stref na trunki i papierosy.
Brzmi rozsądnie z perspektywy zdrowia publicznego, ale dla małych sklepów to dramat. W wielu z nich alkohol i tytoń stanowią 40–50% przychodu. Budowa osobnych stoisk, przebudowa lokalu czy ograniczenia w ekspozycji to kolejne wydatki, które mało który sklep osiedlowy udźwignie.
Eksperci: klienci zapłacą za wszystko
Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD), podkreśla, że sektor handlowy jest już na granicy opłacalności.
- „Jeśli nadmiernie obciążone firmy będą zmuszone przerzucać koszty na ceny, popyt może znów się załamać” – ostrzega.
W praktyce oznacza to, że rząd dociśnie handel, ale końcowym płatnikiem będzie klient. Wzrost kosztów opakowań, prądu, logistyki i dostosowań infrastrukturalnych przełoży się na wyższe ceny w sklepach, i to już w nadchodzących miesiącach.
Czytaj także: Firmy toną w długach. Ponad 60% przedsiębiorców ma problemy z płatnościami
Podsumowanie
Wszystko wskazuje na to, że handel w Polsce znalazł się pod bezprecedensową presją regulacyjną. Uderzają w niego jednocześnie przepisy ekologiczne, energetyczne i konsumenckie, a skala kosztów przekroczy 8 miliardów złotych rocznie.
Nie trzeba być ekonomistą, by zrozumieć, co to oznacza: droższe zakupy, wyższe rachunki i słabszy popyt. W efekcie – znów zapłaci klient.
źródło: nczas.info, rp.pl